00:00:34:Zabierajcie si std.|Zostawcie to!
00:00:36:Rusza si!
00:01:46:No i co tam jest?
00:01:48:Tu jest, e zapacili sobie po ptora miliona dolarw,
00:01:50:jako Zarzdowi Powierniczemu.
00:01:52:adni mi powiernicy.
00:01:54:- Jezu Chryste!|- To dlatego pozbyli si Miny Dunne i reszty starego Zarzdu.
00:01:58:To nawet w sumie nie jest nielegalne.
00:02:00:Co najwyej to jest obrzydliwe.
00:02:03:I to ja to zrobiem.
00:02:06:Nie, nie zrobie...
00:02:08:- Zrobiem to...zrobiem.|- Nie! Nie zrobie...
00:02:19:I co ja mam robi?
00:02:22:Daj to co ukrade a ja to odnios.
00:02:24:- Odniesiesz?|- No co ty nie wiedziae jakimi ludmi oni s?
00:02:28:Przecie si w nich wenie.
00:02:36:Od niadania,
00:02:38:zdyem opuci miejsce wypadku,
00:02:40:zaatwi bankructwo facetowi,|ktrego nawet nie znam,
00:02:43:nakama swoim szefom,
00:02:46:wczy w pracy faszywy alarm ogniowy,
00:02:50:zdyem odkry, e mam swj udzia|w oszukiwaniu fundacji charytatywnej,
00:02:56:a teraz siedz tu,
00:02:59:powanie rozwaajc faszerstwo |Zarzdzenia Powierzajcego.
00:03:44:Hej, prosz pana.
00:03:47:Niech pan wystawi rk.
00:03:49:- O co chodzi|- Prosz wystawi rk.
00:03:52:Ile ma pan rk?
00:03:54:Dwie.
00:03:58:Dziki.
00:04:02:- O mj Boe!|- To te akta.
00:04:05:O nie!|Cholera.
00:04:09:Czekaj, nie...
00:04:11:To nie jest Zarzdzenie Powierzajce.
00:04:13:To jest nakaz stawienia si w sdzie.
00:04:18:Popatrz na to,
00:04:21:Numer telefonu.
00:04:26:- Z kim to jeste?|- Nie twj interes.
00:04:29:- Twoja sekretarka?|- Nie, ona jest prawnikiem.
00:04:31:- To nie jest twoja ona?|- Nie
00:04:35:Uciekasz z miejsca wypadku...
00:04:37:- a teraz jeszcze zdradzasz swoj on...|- Czy mog dosta z powrotem moje akta?
00:04:40:Zejdzie mi p godziny eby |dosta si do mojego banku.
00:04:42:Jeli mj kredyt nie bdzie uruchomiony|do czasu zanim tam nie dotr.
00:04:45:Zniszcz akta.|Taki jest ukad.
00:04:48:Dobra, W porzo,|zrozumiaem.
00:04:54:- Halo?|- Cze!
00:04:56:- Szybko si uwinlimy co?|- Taa, to byo cudowne, suchaj gociu,
00:04:58:Musz to natychmiast odkrci, |natychmiast musimy z tym skoczy.
00:05:01:To byo niesamowite, 2 godziny! 2 godziny!
00:05:03:Tak, wietne, cudowne...
00:05:05:Prosz posucha, musz to  odkrci natychmiast!
00:05:07:W cigu 30 minut, |moe pan to zrobi?
00:05:09:To bdzie...bdzie troszk cikie.
00:05:12:Prosz czowieku, nawet mi tego nie mw...
00:05:14:Prosz niech pan co zrobi...|niech pan co wymyli...
00:05:16:- Ja...|- Musi pan zrobi cokolwiek.
00:05:19:Zrobi, co bd mg.
00:05:28:- Cze kochanie, co tam?|- Musz si z tob zobaczy.
00:05:30:- Ale...to nie jest najlepsza pora, teraz.|- Musz si wanie teraz z tob zobaczy.
00:05:33:- Czy co si stao?|- Nie. Po prostu musz si z tob zobaczy.
00:05:35:Spotkajmy si "U Trudy". |Bd tam za 10 minut.
00:05:37:- W porzdku, bd tam zaraz.|- To dobrze.
00:05:39:- Nie spnij si.|- Dobrze, nie ma sprawy.
00:05:41:- To wietnie, kochanie, dziki.|- Spoko.
00:05:46:Ja...
00:05:49:...musz...
00:05:55:Do zobaczenia w poniedziaek.
00:06:41:Ron, chcesz mi powiedzie, e mam zablokowany kredyt|i nie mog si stara o poyczk?
00:06:46:- Tak.|- Sprawd to!
00:06:49:No c...|mam to tu.
00:06:55:To dziwne, masz racj.
00:06:57:- Ale twj kredyt ju zosta przywrcony. |- Wic?
00:07:02:To jest strasznie...dziwne.
00:07:06:Nie, to o to chodzi.|Wiedziaem, e co jest nie tak.
00:07:09:Wiedziaem.
00:07:12:- Nie mog ci pomc. |- Jak to nie moesz mi pomc?
00:07:15:- Widziae to!|- Ale nadal mamy problem.
00:07:17:Nie, nie. nie.|Ju si wszystkim zajto.
00:07:20:Ju wszystko naprawiono.|Spjrz w komputer.
00:07:22:I on mwi, e jeste bankrutem.
00:07:29:To...
00:07:31:- jest pomyka.|- Jeli tak,
00:07:33:jeli to jest pomyka, |to wyjanienie tego nie powinno zaj
00:07:35:wicej ni 3 miesice.
00:07:44:Ron...mam dzi bardzo |nieprzyjemne zmagania z kim...
00:07:48:- Przepraszam...|- Nie wane z kim, ale,
00:07:50:ale co jest wane, to to, |e on si dosta do moich danych.
00:07:53:Nie wiem jak, |ale to te nie jest wane.
00:07:56:- To prawda...|- Ale to co ty tu widzisz, to jego sprawka.
00:07:59:Przeprowadzi jakie |komputerowe voo-doo, nie wiem...
00:08:03:ale udao mu si, prawda?
00:08:07:Kto przyprawi ci o kopot.
00:08:14:Ja potrzebuj tej poyczki, Ron.
00:08:16:Potrzebuj jej za cen ycia.
00:08:19:Od wczoraj nic si nie zmienio.
00:08:21:Nadal jestem tym samym facetem.
00:08:23:Nie byem bankrutem wczoraj|i nie jestem bankrutem dzisiaj!
00:08:30:Przykro mi, panie Gipson.
00:08:32:Ale komputer twierdzi, e jest pan.
00:08:46:Teraz ju nie twierdzi!
00:09:06:Wszystko w porzdku?
00:09:11:Co si stao?
00:09:16:Wiedziae, e mj ojciec| mia kochank przez 20 lat?
00:09:21:- Nie.|- Nie kam.
00:09:28:Nie wiedziaem, e to trwao 20 lat.
00:09:32:Moja matka o tym wiedziaa.
00:09:35:Dlaczego od niego nie odesza?
00:09:38:Bo tak bardzo go kochaa.
00:09:41:I dosza do wniosku, e byaby hipokryzj, |opuci mczyzn, ktry j zdradza, podczas gdy...
00:09:46:cae to wystawne ycie, |ktre tak bardzo uwielbiaa,
00:09:48:byo opacane przez mczyzn, |ktrego praca, opieraa si na...
00:09:50:znajdywaniu rnych |metod na oszukiwanie.
00:09:53:To taka jest twoja wizja prawa?
00:09:56:A czym ty mylisz,| e prawo jest, Gav?
00:09:59:Przy takich stawkach gry,
00:10:01:Na poziomie gry mojego ojca|na twoim poziomie gry?
00:10:05:To jest jedna wielka |nieprzyjemna przepychanka, Gavin.
00:10:10:Ludzie, ktrzy znajduj si| w twojej firmie prawniczej,
00:10:12:i ludzie, ktrzy j utrzymuj,
00:10:15:rozumiej na jakich zasadach dziaa wiat.
00:10:19:Jeli chcesz kontynuowa taki sposb ycia, |jaki obecnie prowadzisz,
00:10:22:...to musisz kra.
00:10:27:Mogam polubi uczciwego czowieka.
00:10:32:Mogam y u boku profesora...
00:10:36:na przykad: redniowiecznej anglistyki.
00:10:39:Jeli byby moralnym czowiekiem,|i spdzi 10 lat w Princeton.
00:10:43:Ale tego nie zrobiam.
00:10:46:Polubiam prawnika z Wall Street.
00:10:48:Co oznacza, e polubiam kogo, |yjcego w wiecie, w ktrym,
00:10:51:czowiek staje czasem na krawdzi, |i gdzie musi decydowa,
00:10:54:czy tam zosta.
00:10:56:I y tam.
00:10:58:Czy moesz tam y, Gavin?
00:11:01:Czy moesz tam y ze mn?
00:11:09:Nie zrobisz niczego gupiego, | jak na przykad zostawienie mnie.
00:11:12:Masz marzenia, jestem tego pewna, |ja te je mam...
00:11:15:Ale jestemy maestwem.
00:11:19:Wiedziaam o Michelle.
00:11:21:Wiedziaam jak to trwao,
00:11:23:i wiedziaam jak si skoczyo.
00:11:28:I wiem, e mnie kochasz.
00:11:32:Kochasz mnie i ja ciebie te kocham.
00:11:36:Jestem twoja on.|I chc sta u twojego boku.
00:11:48:Tylko pom mi sobie pomc, Gavin.
00:11:51:Pozwl, e pomog ci si z tym upora.
00:11:59:Co chcesz, ebym zrobi?
00:12:04:We t podpisan stron z testamentu
00:12:06:i docz j do nowej kopii Zarzdzenia Powierzajcego.
00:12:12:Zanie to do Sdu, |a potem spotkajmy si na kolacji.
00:12:17:Jestemy umwieni z Carren i Carol.
00:12:23:Carren i Carol...
00:12:27:Zapomniaem o Carren i Caroll.
00:12:29:Ale ja pamitaam.
00:12:34:tworzymy zesp, Gav.
00:12:36:Jestemy wsplnikami.
00:13:09:- Saatka z brokuw.|- Halo?
00:13:11:- Ukad to ukad.|- Przywrcono ci kredyt?
00:13:13:Tak, wanie skorzystaem ze swojej karty Master.
00:13:16:- Wow, no to szybko poszo.|- Sir?
00:13:18:- Chwileczk.|- Przywrcie mj kredyt, to teraz jestem ci duny.
00:13:21:- Dziki Bogu.|- Wic nie wyrzucie tego dzi rano...
00:13:23:Wic jak chcesz to zaatwi?
00:13:25:Zaczekaj chwilk.|Moe przyjdziesz do mnie do biura?
00:13:27:- Nie, nie...|- Czemu nie?
00:13:30:- Masz samochd? |- Mog go mie, stoi pod biurem.
00:13:32:To co powiesz na Sd?|Musisz tam odnie te akta, co?
00:13:35:Pewnie.
00:13:37:Wic co o tym mylisz?
00:13:39:Dobra, suchaj Doyle...
00:13:41:Zaraz, zaraz...|nie bdziesz teraz gra miczaka, co?
00:13:44:Chciaem tylko, eby wiedzia, |e jest mi przykro.
00:13:46:Ja tylko...
00:13:49:Po prostu ciesz si,| e ju to mamy za sob.
00:14:26:Tylko nie podjed za blisko.
00:14:35:- Halo?|- Cze!
00:14:37:Mj bohater! |Mj mistrz!
00:14:39:Ju po wszystkim.|Zadzwoni do mnie i odda mi te akta.
00:14:42:Naprawd?
00:14:44:O co chodzi?
00:14:45:Nic, tylko...bya jedna rzecz,| ktrej nie mogem naprawi.
00:14:48:Czego?
00:14:54:To pieprzone bankructwo |jakby yo wasnym yciem...
00:14:59:Co nie da si zrobi?
00:15:02:Nie mogem cofn bankructwa.
00:15:04:Przykro mi.
00:15:09:Cholera.
00:16:57:Jeste pijany?
00:17:01:Nie.
00:17:03:Jeste pewien?
00:17:06:Tak, jestem pewien.
00:17:25:- Cze.|- Cze.
00:17:30:adny.
00:17:43:Oprowad mnie po domu.
00:18:48:Wiesz dlaczego wziam prac w Oregonie?
00:18:55:Pewnie eby...
00:19:00:uciec ode mnie jak najdalej si tylko da.
00:19:06:Ja...
00:19:08:mylaam o wielu miastach,
00:19:10:a w Portland,
00:19:13:s tysice...miych
00:19:16:porzdnych facetw,|i pomylaam sobie o facetach,
00:19:21:takich zwykych...
00:19:23:facetach.
00:19:25:Moe mogabym jednego znale.
00:19:28:Lepsz wersj ciebie, Doyle.
00:19:31:Tak lepsz wersji ciebie.
00:19:33:Tak wersj ciebie jak...
00:19:38:ja sobie wymarzyam, a jak bye,
00:19:40:przez chwil,
00:19:42:kiedy ci poznaam.
00:19:50:W imi Ojca i Syna i Ducha witego,| Amen.
00:19:52:Nie...ja...przepraszam|ja...
00:19:55:nie chc si spowiada, ja tylko...
00:19:57:bo tam wszystkie miejsca byy zajte|i dlatego usiadem tutaj.
00:20:01:Aaa, tam s z przodu miejsca, poka panu.
00:20:04:Nie, nie! Nie chc!|Dzikuj,
00:20:11:Jest pan katolikiem?
00:20:20:Jest cudowny.
00:20:22:Wcale nie.
00:20:24:Ale mgby by.
00:20:28:Nie wiem co si wydarzy.
00:20:32:Nie mog ci wini za ch odejcia.
00:20:37:Oregon.
00:20:40:Chopcy.
00:20:43:To bdzie dla nich dobre.
00:20:47:Wiem jak ciko ci przyszo|wypowiedzie te sowa.
00:20:56:Przepraszam, e si dzi spniem.
00:21:00:Powinnimy byli zaczeka.
00:21:04:Przyszedem tu szuka znaczenia,
00:21:06:Prbuj...chc eby ksidz nada znaczenie temu wiatu
00:21:09:A dlaczego wiat miaby mie znaczenie?
00:21:12:A dlaczego???
00:21:14:Bo...no...hmm...bo...|
00:21:16:wiat jest do dupy!
00:21:18:Bo wiat jest gwnem, jest kup mieci
00:21:21:Bo mj wasny te,
00:21:23:sprawi, e wyruchaem dobrego,|przyzwoitego czowieka
00:21:26:z jego pienidzy.
00:21:28:A moja ona jeszcze mnie pociesza.
00:21:30:Bo wpakowaem si w tak przepychank,
00:21:32:z jednym facetem na drodze dojazdowej,
00:21:34:i cho zrobiem co w mojej mocy by to zaagodzi,
00:21:36:- ten kolo wcale nie chce popuci|- Czemu?
00:21:40:- Czemu nie chce popuci?|- NIE WIEM DLACZEGO!
00:21:42:Nie wiem.
00:21:44:To tak jakby Bg wpakowa 2 kolesi,
00:21:46:do jednej papierowej torby| i kaza im si tarmosi.
00:21:57:Dzikuj ci.
00:22:02:Dzikuj, e pozwalasz nam odej.
00:22:26:-Twierdzi pan, e on jest zagroeniem dla tych dzieci?|- Tak.
00:22:28:Powiedzia swoim przyjacioom, |e jeli jego eks-ona,
00:22:30:zostanie przyznana opieka nad dziemi|to on porwie swoich synw.
00:22:32:- I zabierze ich z kraju.|- I to jej przyznano opiek?
00:22:35:Dzi rano w sdzie.|Nie wiem tego na pewno, e on tu przyjdzie, ale...
00:22:38:- Doyle Gipson?
00:22:40:- Doprawdy?|- Doprawdy? Co to niby ma znaczy?
00:22:42:On przychodzi na wszystkie moliwie szkolne|przedstawienia, wszyscy nauczyciele...
00:22:45:Wic jeli kto przychodzi na przedstawienia,|to niby mona mu ufa?
00:22:48:Doyle Gipson jest czowiekiem...|pozbawionym honoru.
00:22:52:Cakowicie!
00:22:54:To upady czowiek.
00:22:56:Ale to w porzdku,|bo inni te nie maj honoru.
00:22:59:A to wanie czyni ycie takim trudnym, dla ludzi
00:23:01:e bylimy uczeni na tych bajeczkach,|e s dobrzy i bogaci,
00:23:06:li i biedni.|Pani w to wierzy?
00:23:08:Chciaabym.
00:23:10:On si tu zjawi.
00:23:12:Bdcie na niego gotowi.
00:23:24:Czy mona go prosi?
00:23:27:Czy on tam jest?
00:23:30:No bo...
00:23:32:ja tylko chciaem zostawi dla niego wiadomo,
00:23:34:Ja dzwoni ze szkoy jego synw,
00:23:39:Taa, obawiam si, e zdarzy si wypadek...
00:24:18:Gdzie s moi synowie?
00:24:20:- A ktrzy to pascy synowie?|- Danny i Stephen Gipson.
00:24:22:Kto do mnie zadzwoni z wiadomoci,|e co si im stao.
00:24:24:- Danny i Stephen Gipson.|- Ja nic nie syszaam.
00:24:26:Chc zobaczy moich synw!
00:24:28:- Panie Gipson|- Pani Miller jak moi chopcy?
00:24:31:Panie Gipson, myl, e powinien pan wyj...
00:24:33:Zanim wezwiemy policj.
00:24:37:Panie Gipson...niech pan nie zmusza|mnie do wezwania policji...
00:24:41:Wic co?|Wszystko z nimi dobrze?
00:24:43:Tak, z paskimi chopcami wszystko w porzdku.
00:24:45:A to wszystko to tylko pomyka?
00:24:47:Tak.
00:24:53:Przepraszam.
00:25:08:- Danny! Steve!|- Wezwijcie policj!
00:25:11:Daniel Gipson, Stephen Gipson!|Syszycie mnie?
00:25:14:Danny! Steve!|Syszycie?
00:25:17:- Dzwo po matk!|- Gipsonowie, gdzie jestecie?
00:25:19:Danny wracaj mi tu zaraz.
00:25:21:Ja chc do taty!
00:25:23:- Steve! Danny!|- Tatusiu!
00:25:26:Steve!
00:25:29:- Nie krzywdcie mojego taty!|- Puszczajcie mnie!
00:25:31:Danny, Steve!
00:25:34:Tatusiu!
00:25:37:Stephen!
00:25:42:Tatusiu!
00:25:45:Powiedzieli mi, e co si wam stao!
00:25:47:Nic wam si dzisiaj nie stao?|Nie bylicie chorzy?
00:25:49:Nie.
00:25:51:Nie, tatusiu!
00:25:54:Rozumiesz?|Podnosimy dobra?
00:26:00:No to idziemy.
00:26:05:Chodmy.
00:26:12:I masz teraz!|A chciaem si z tob pogodzi.
00:26:22:Widzisz co mog ci zrobi?
00:26:24:Prbowae mnie zabi!
00:26:26:Wiesz kim ja jestem?|Widzisz jak ci mog zaatwi?
00:26:30:Chciae mnie zabi!
00:26:33:I jak ci teraz?
00:27:17:Prosz oprni kieszenie, sir.
00:27:23:Klucze.
00:27:26:Drobne.
00:27:28:Portfel.
00:27:30:Pager.
00:27:35:Akta.
00:27:44:Dzie dobry, szukam Ron'a Cabot'a.
00:27:46:Ile ma pan pienidzy?
00:27:49:- Co?|- Ile ma pan pienidzy?
00:27:54:Panie Cabot, jestem |adwokatem pana Doyle'a Gipson'a...
00:27:56:A ja naprawd nie chc na ten temat rozmawia. |I jako, e ju zamykamy nie musz.
00:27:59:W porzdku, rozumiem.
00:28:01:...ale panie Cabot, |chc tylko, eby mi pan pomg...
00:28:05:- 77 dolarw.|- Prosz pana, eby..,
00:28:07:...eby pan pomg mi pomc Doyle'owi.
00:28:10:- On tego potrzebuje|- Pan nie rozumie, on dzi przeszed najgorszy dzie swojego ycia.
00:28:12:On mia ten problem z kredytem,| ale to nie bya jego wina.
00:28:14:- to byo spowodowane przez...|- ...kogo kto wama si do jego danych, syszaem.
00:28:18:Jak moglibymy to teraz wszystko wyprostowa?
00:28:20:Co mgbym zrobi?
00:28:22:Nic.
00:28:31:Dobra.
00:28:33:Panie Cabot.
00:28:38:Sprbujmy zabra si do tego inaczej.
00:28:40:Powiedzmy, e chodzi o zupenie inn osob.
00:28:42:Nie zna pan tej osoby.
00:28:44:I on ma jakie problemy z kredytem,|ktre s jego win.
00:28:47:I jeszcze inny facet,|te go pan nie zna,
00:28:49:chce pomc temu pierwszemu.
00:28:51:To co on ma zrobi,
00:28:53:eby ma pomc temu drugiemu|dosta poyczk?
00:28:55:Ron, na we...|co ma porczy? No co?
00:28:59:Prosz, czy moesz mi powiedzie co mam zrobi?
00:29:01:Pytam ci co mam zrobi eby to zaatwi?
00:29:04:Dobrze wiesz, e to nie ma nic|wsplnego z tob
00:29:07:To przez tego kolesia,|on mnie ju drczy cay dzie.
00:29:09:To ten, z ktrym walczye?
00:29:11:- Tak.|- Walczysz z kim kto ci uderzy samochodem,
00:29:13:i ty spdzie cay dzie|na jakiej walce z nim,
00:29:16:i on poszed do szkoy|po to eby ci tak urzdzi?
00:29:19:- Wierzysz mi?|- Tak.
00:29:21:Dziki ci Boe. Ten facet,|ten prawnik, Gavin Banek,
00:29:24:Doyle, Doyle przesta!
00:29:26:Nic mnie to nie obchodzi!
00:29:28:Bo widzisz, wszystkie ta mae dramaty,|jakie ci si cay czas zdarzaj,
00:29:30:to s tego rodzaju rzeczy, ktre |zawsze przytrafiaj si wanie tobie,
00:29:32:a nigdy nie przytrafiaj si mi,
00:29:34:o ile tylko jestem poza twoim |polem przycigania grawitacyjnego.
00:29:36:Zwariowae tak jak zawsze wariujesz|i jak zawsze bdziesz wariowa.
00:29:39:Pijany czy trzewy|to nie ma znaczenia, Doyle.
00:29:41:To po prostu jeste ty.
00:29:43:Osoba moe by kochajca...
00:29:45:i osoba moe by szalona,|w tym samym czasie, w porzdku,
00:29:47:Dobra, takie ycie,|ale to ju nie jest teraz tylko moje ycie.
00:29:50:Albo twoje.|To jest ycie dwjki dzieci.
00:29:53:A ja... musz ochrania t dwjk dzieci,
00:29:56:Czy to jakie nieporozumienie?
00:29:58:Czy tak? Czy tak Doyle?|Czy to jest wina tego faceta?
00:30:04:Przynajmniej pozwl mi si z nimi poegna.
00:30:06:Nie! Zabieram tych chopcw, a ty
00:30:09:ju nigdy ich nie zobaczysz.|Nigdy nas nie odnajdziesz.
00:30:12:Nie prbuj przyjeda za nami.|Syszysz co ja mwi?
00:30:14:To koniec!
00:31:02:Gdzie jest Ellen?
00:31:04:Posza do domu.
00:31:06:A ty czemu jeszcze tu jeste?
00:31:09:Kaza pan zaczeka.
00:31:16:No to...c...wejd.
00:31:24:Usid.
00:31:33:No to dlaczego chcesz by prawnikiem?
00:31:36:Wierz w prawo.
00:31:38:Wierz w porzdek i w sprawiedliwo.
00:31:40:Wierz, e ludzie s z natury dobrzy.
00:31:43:Wierz, e to siy historyczne |pchaj nas do konfliktw,
00:31:47:i e bez prawa jako granicy midzy ludmi,
00:31:50:ylibymy w wiecie
00:31:53:zemsty, wiecie przemocy, wiecie chaosu.
00:31:59:Prawo sprawia, e jestemy cywilizowani.
00:32:02:- Nie uwaam eby to byo...|- Przepraszam...
00:32:06:- Przepraszam.|- Nie uwaam eby to byo zabawne.
00:32:09:Dlatego ja...|dlatego ja dam ci t prac.
00:32:14:Daj ci t prac, bo chc usysze| co bdziesz mia do powiedzenia
00:32:17:na temat prawa, po tym|jak popracujesz tu przez 5 lat.
00:32:21:Albo po 3 latach...|po miesicu.
00:32:24:...tygodniu...dniu...|...po 1-nej godzinie.
00:32:29:Dostaem prac?
00:32:31:Nie musz wpierw...
00:32:33:stan przed komisj wsplnikw|albo co?
00:32:38:Kto wpaci kaucj.
00:32:41:- Kto?|- Jaki przyjaciel.
00:32:46:Do rk wasnych sdzi Frances Abarbanel.
00:32:49:Nie byem wstanie odzyska Zarzdzenia Powierzajcego
00:32:51:podpisanego przez Simon'a Dunne'a.|A nawet gdybym by w stanie
00:32:53:przedstawi Zarzdzenie Powierzajce,| to chciabym eby Sd wiedzia,
00:32:56:e ten dokument by faszywy.
00:32:59:Wpynaem na pana Dunne'a by podpisa dokument,
00:33:01:kiedy jego moliwoci umysowe byy osabione,
00:33:03:i gdy nie by ju w stanie,
00:33:05:podejmowa wiadomych decyzji.
00:33:10:Wystawili ci!
00:33:12:Zarobili setki tysicy dolarw,|i dalej bd zarabia.
00:33:14:A ja zostaem ich partnerem,
00:33:16:i bonus za ktry mogem kupi 200 fortepianw.
00:33:18:Tu nie ma ani sowa o nich,
00:33:20:Wszystko bierzesz w tym licie na siebie.
00:33:23:Dlaczego?|Przecie moesz wysa ich do wizienia.
00:33:27:Oni sami napisz swoje listy.
00:33:55:Pozwl mi to zrobi.
00:34:16:Cze.
00:34:18:Powiniene zostawi mnie w rodku.
00:34:21:Jeste dla mnie zbyt wany.
00:34:23:- Chod, pjdziemy na spotkanie.|- Nie, nie. Bylimy wczoraj.
00:34:28:To byo wczoraj.
00:34:30:Raz na jaki czas, tak?
00:34:32:No, raz na jaki czas mona|zrobi jak dobr rzecz.
00:34:35:Chodmy, |spotkanie zaczyna si o 18.00.
00:34:38:Boe daj mi si,
00:34:40:abym mg zaakceptowa rzeczy,|ktrych nie mog zmieni.
00:34:53:To...
00:34:55:zrobie to co byo potrzebne,
00:34:57:a teraz ju nie jest potrzebne, bo ty ju
00:35:00:dorczye do sdu Zarzdzenie Powierzajce.
00:35:07:Zagubiony kurier dostarczy |je do sdziny tu przed 5-t.
00:35:10:Abarbanel podpisaa odbir.
00:35:14:Zrobilimy to ze skruch, ale|cakowicie profesjonalnie.
00:35:18:Zajlimy si wszystkim.
00:35:22:- Dostarczylicie faszywk!|- Gwno prawda,
00:35:24:Dostarczyem to co musiaem dostarczy.|Co si z tob stao?
00:35:28:Ty po prostu znikne.|Czas si koczy.
00:35:30:Daj spokj,|wiesz jak nas wystraszye?
00:35:32:Nie wiedziaem co robi.
00:35:39:Czyli znalaze si na samym dnie.
00:35:44:Dzi o mao nie zabie faceta,
00:35:46:jutro moe pjdziesz na cao.
00:35:48:Rb tak dalej, a bdziesz mg stworzy now religi,
00:35:50:przekonywa trzewych do picia,|a nie eby si wspierali w nadziei.
00:35:54:to co dzi widziae, e wszystko|co w wiecie przyzwoite,
00:35:57:jest tylko konwenansem, umow, |eby nie pakowa si z powrotem w gwno.
00:36:02:Zamae kontrakt!
00:36:04:Nie napiem si ani kieliszka!
00:36:06:No, no! Nie napie si!|Dziki, e si tym podzielie ze mn.
00:36:08:Co za inspiracja
00:36:10:O to w tym przecie chodzi, nie?
00:36:14:Boe.
00:36:22:Wiesz co, ty to nie jeste waciwie|uzaleniony od chlania.
00:36:29:Twoim naogiem jest chaos.
00:36:34:Dla niektrych z nas to koka|dla innych bourbon,
00:36:37:Ale ty si uzalenie od nieszczcia.
00:36:48:Kurwa.
00:36:54:Suchaj co powiniene zrobi.
00:36:56:Obudzisz si w poniedziaek rano.
00:36:58:I wsidziesz do samolotu do Texasu.
00:37:01:Wemiesz ze sob ten list.
00:37:03:Jak ju dotrzesz do Texasu,
00:37:05:doczysz do jakiego zespou, ktry broni
00:37:07:kogo skazanego na kar mierci.
00:37:10:I wtedy wykorzystasz ca swoj energi,
00:37:12:prbujc uratowa czowieka od egzekucji.
00:37:16:A potem, za par miesicy wrcisz tu,
00:37:20:i jeli wci bdziesz chcia si przyzna,
00:37:22:zrobisz to.
00:37:26:Daj spokj.
00:37:28:A mylisz, e jak Simon Dunne zarobi te pienidze?
00:37:31:Co?
00:37:34:Pomyl o tych jego fabrykach w Malezji,
00:37:39:Chcesz sprawdzi poziom zanieczyszcze |jakie wypuszczaj jego fabryki w Meksyku?
00:37:43:Albo moe spojrzysz jakie| korzyci podatkowe osign...
00:37:45:dziki tej Fundacji?
00:37:50:To wszystko...
00:37:52:...taniec na linie.
00:37:54:Musisz si nauczy rwnowagi.
00:37:58:Jak ty moesz tak y?
00:38:00:Ja mog y w pokoju z samym sob,
00:38:02:bo pod koniec kadego dnia myl sobie,
00:38:05:e czyni wicej dobra...|ni krzywd.
00:38:12:Po jakim innym standardzie mgbym si osdza?
00:39:07:Musz ci podzikowa.
00:39:16:- Za dom?|- Aha.
00:39:18:Rozumiem co chciae zrobi, ale...
00:39:22:moja ona si wyprowadza,|zabiera chopcw.
00:39:26:Dom to by byo troch za |duo dla mnie w tej chwili.
00:39:30:- Przykro mi.|- Nie, nie...
00:39:34:Byem okropnie niestaym ojcem.
00:39:39:Valerie...|mwi, e ju nigdy wicej ich nie zobacz.
00:39:45:Ale wiesz co?
00:39:48:Ja ich zobacz.
00:39:51:Zobacz.
00:39:55:Zobacz ich za rok albo dwa.
00:39:59:Moe trzy.
00:40:03:Pojad do Portland, zadzwoni do niej.
00:40:08:I znajd jaki sposb by znowu|by im ojcem.
00:40:16:A co z tob?
00:40:22:No c...
00:40:24:Mam teraz te akta...
00:40:27:Ale ju ich wcale nie potrzebuj.
00:40:33:Wszystkim si zajto.
00:40:36:No wiesz...
00:40:38:Jakby to si nigdy nie wydarzyo.
00:40:44:Ale to si wydarzyo.
00:40:46:No nie?
00:40:49:No.
00:40:55:To teraz co?
00:41:17:Pjd na obiad,
00:41:19:z moj on,
00:41:21:jej rodzicami,
00:41:25:i...
00:41:27:w ten weekend,
00:41:29:chc pojecha na dk.
00:41:38:A potem w poniedziaek, chc...
00:41:40:wrci tutaj i i do pracy.
00:41:44:A wtedy
00:41:47:jako magicznie
00:41:49:cay ten...
00:41:52:niesamowity dzie,|w jaki sposb...
00:41:55:zmieni si we wspomnienie.
00:42:00:To tak jakby by na play,
00:42:02:sprbowa wod,
00:42:04:jest troch zimna,|nie jeste pewien czy chcesz si w niej zanurzy
00:42:08:ta pikna dziewczyna stoi zaraz koo ciebie,
00:42:10:ona te nie chce wej do wody,
00:42:12:zauwaa ci,
00:42:14:i wiesz,
00:42:16:e gdyby tylko,
00:42:18:zapyta j o imi,
00:42:22:odszedby z ni,
00:42:24:zapomnia o swoim yciu,
00:42:27:o tym z kim przyszede,
00:42:31:odszedby z play z ni.
00:42:36:I o takim dniu,
00:42:39:pamitasz,
00:42:42:nie...
00:42:44:codziennie,
00:42:46:ale w kadym tygodniu,
00:42:49:ona do ciebie wraca.
00:42:53:Jak...wspomnienie
00:42:56:z innego ycia.
00:42:58:Jakie moge wie.
00:43:03:Dzi jest taki dzie.
00:43:29:Przykro mi...
00:43:31:z powodu tego co narobiem.
00:43:37:Mi te.
00:43:40:Ale ty...
00:43:42:Oddae mi moje akta.
00:44:00:A jak ju skoczysz to jest takie...
00:44:02:urocze miejsce na wzgrzu,
00:44:04:gdzie robi takie dobre...aaa...
00:44:08:Cappuccino.
00:44:10:Tak, cudowne cappucciono,
00:44:12:I jest tam czysto i mio, |i maj te obrazki na cianach,
00:44:15:naprawde s do milutkie...
00:44:21:- Jak si nazywa ten artysta?|- Chagall.
00:44:23:Dzikuj, s jego|jest ich trzy...
00:44:25:To jego wczesne dziea,|myl, e je zrobi jak,
00:44:28:odwiedza to miejsce.
00:44:36:Czy co mnie omino dzi wieczorem?
00:44:38:- Co to jest?|- To...moja droga...
00:44:41:To jest...
00:44:44:Zarzdzenie Powierzajce Simon'a Dunne'a.
00:44:47:- Odzyskaem je.|- Nieprawda.
00:44:49:A wanie, e tak, to jest to.|To tutaj.
00:44:52:- Prosz...|- To ju przeszo...
00:44:55:Czy ju nie zamknlimy tej sprawy?
00:44:58:Mylaem o tym co mi powiedziae.
00:45:00:To o kocu dnia.
00:45:02:O czynieniu wicej dobra ni krzywd.
00:45:04:To wanie powiedziae, nieprawda?
00:45:06:- Nie pierdol si tu ze mn!|- Nie pierdol si z panem, sir.
00:45:10:Czy moe pan sobie wyobrazi| jak nieprzyjemnie by si zrobio,
00:45:12:gdyby sdzia zobaczya ten dokument?
00:45:14:Ale nie dojdzie do tego.|Nie dojdzie do tego Gavin.
00:45:19:Ja... ja chyba zamwi kolacj...
00:45:26:Ja zachowam te akta i bd je| trzyma w bardzo bezpiecznym miejscu.
00:45:29:Ale nie pojad do Texasu.
00:45:31:W poniedziaek wrc do pracy.
00:45:33:I zaczn te prace charytatywne.
00:45:36:ktre pan poleci bym robi
00:45:38:i bd si nimi zajmowa w moim biurze,
00:45:40:A pierwsz rzecz jak zrobimy,
00:45:42:to pomoemy jednemu mczynie kupi dom.
00:45:44:- Gavin, czy naprawd musimy...|- I myl, e to ja chciabym by tym, ktry zadzwoni do Miny Dunne
00:45:50:I powiem jej, e ty i Walter,
00:45:52:Oddacie jej 3 mln dolarw,
00:45:54:ktre ukradlicie z Fundacji jej dziadka,
00:46:06:Miaa racj,
00:46:08:Mog to zrobi.
00:46:10:Jestem na krawdzi.
00:46:13:Moesz tam mieszka ze mn?
00:46:17:Moesz?
00:46:25:Nic kurwa cay dzie nie jadem.|Umieram z godu.
00:46:33:To co sobie zjemy?
00:46:55:- Pani Gipson?|- Tak?
00:46:57:Nazywam si Gavin Banek.
00:47:00:Czego pan sobie yczy?
00:47:02:Piciu minut prosz pani.
00:47:05:Jestem winny pani mowi dwadziecia.
00:47:09:Ale...pani prosz tylko o pi.
00:47:13:Odwied www.NAPiSY.info
